Dzisiaj jest: niedziela, 11 stycznia 2026
– polski serwis poświęcony Człowiekowi ze Stali
Ten komiks należy do crossoveru The Day of the Krypton Man
Seria: The Adventures of Superman
Tytuł: Blood Brawl
Data wydania: marzec 1990
Scenariusz: Dan Jurgens
Rysunki: Dan Jurgens
Tusz: Art Thibert
Kolory: Glenn Whitmore
Litery: Albert DeGuzman
Okładka: Dan Jurgens
Redaktor naczelny: Dick Giordano
Redakcja: Mike Carlin, Jonathan Peterson
Występują: Clark Kent (Superman), Lobo, Bibbo Bibbowski, Raof, Draaga, K’Raamdyn, Lana Lang, Jonathan Kent, Martha Kent, Colin Thornton
„Blood Brawl” to kontynuacja historii „The Day of the Krypton Man”, rozpoczętej w Superman #41. Akcja zaczyna się, gdy Lobo wraz z Bibbo Bibbowskim i teleportującym się towarzyszem Raofem, podczas międzygwiezdnej libacji, trafiają do Twierdzy Samotności w Antarktyce, śledząc trop Supemana. Superman, dowiedziawszy się o wtargnięciu, opuszcza życie Clarka Kenta i rusza w kierunku swojej fortecy, gdzie okazuje się, że jego kostium został zastąpiony kryptonową zbroją. Szybko jednak zbroja wraca do klasycznego stroju, gdy zaczyna się konfrontacja.
Lobo domaga się walki; obie strony rozpoczynają pojedynkowanie się przez holograficzne rekonstrukcje różnych okresów historycznych Kryptonu. W pewnym momencie Lobo dostaje dostęp do kryształu kryptonitu, którego używa przeciw Supermanowi. Ten jednak chroni się, wchodząc do potężnego, Kryptonowego Mecha‑Battle Robota, zaprojektowanego przez Mike’a Mignolę. Lobo atakuje robota, niszcząc go za pomocą rakiet przyczepionych do swojej maszyny – wydaje się, że Superman ginie.
Jednak to tylko iluzja: był to hologram stworzony przez Supermana, mający na celu wyeliminowanie zagrożenia i zmuszenie Lobo do wycofania się. Pijany Lobo i Raof oraz Bibbo opuszczają Twierdzę, przekonani, że zwyciężyli, jednak faktycznie nic konkretnego nie nagrali — choć Bibbo miał kamerę‑okulary, nosił ją tył‑na‑przód, więc materiał okazał się bezużyteczny. W tle pojawia się też Draaga i K’Raamdyn, dryfujący w kosmosie; ich wątek sugeruje, że dalsze zdarzenia w tym crossoverze będą się rozgrywać także poza Ziemią.
Numer 464 Adventures of Superman pełni rolę akcji przerysowanej niedorzecznie, ale z pewnym urokiem — to typowy przykład komiksu superbohaterskiego przełomu lat 80./90., gdzie efektowność i pomysły przeważają nad konsekwencją. Walki, eksplozje, potężne roboty i stare kosmiczne motywy kryptonowe stają się tu pretekstem do widowiska, które zabawia, choć czasem przekracza granice zdrowego rozsądku.
W tej historii Superman wydaje się być bardziej zimny, rozważny i zdystansowany — jego postawa, w której decyduje się na tworzenie hologramów, fałszywych końców walki i używanie taktyki zamiast siły bezpośredniej świadczy o tym, że autor stawia na spryt bohatera, a nie tylko jego fizyczną moc. To dodaje postaci głębi, zwłaszcza w kontraście do chaotycznego, pijańskiego Lobo, który zamiast być groźnym antagonistą, momentami bardziej przypomina zagubionego awanturnika niż kosmiczną bestię. Bibbo, choć przez większość czasu pijany i komiczny, dostarcza oddechu i ludzkiej perspektywy — to dzięki niemu czytelnik ma coś bardziej przyziemnego w tej kosmiczno‑heroicznej scenerii.
Największym atutem jest pomysłowość scenariusza — holograficzne przeskoki w czasie Kryptonu, zbroja‑robot, blef, użycie złudzenia śmierci — to wszystko składa się na narrację, która choć przewidywalna w efektach, potrafi utrzymać zaciekawienie. Rysunki Jurgensa i tusz Thiberta rysują mocno retro‑kosmiczny klimat: szczegóły fortecy, kostiumów, humanoidalnych obcych, kontrasty pomiędzy lodem i przestrzenią kosmiczną — wszystko to działa. Kolory dodają klimatu, choć momentami walka staje się nieco przeładowana panelami.
Z drugiej strony minusy są dość oczywiste: fabuła momentami balansuje na granicy absurdalności — motyw, że kamera‑okulary były noszone odwrotnie, przez co nic nie nagrano — to gag, lekki, ale odrobinę irytujący, gdy historia zarazem chce być epicka. Postaci poboczne takie jak Raof czy nawet Bibbo są wykorzystywane głównie dla komizmu lub dopełnienia chaosu, bez większego rozwoju. Argumenty moralne czy emocjonalne są tu drugorzędne wobec widowiska, co dla niektórych czytelników może być rozczarowaniem.
Podsumowując, Adventures of Superman #464 to komiks, który najwięcej daje tym, którzy lubią fast‑paced akcję, przerysowane konfrontacje i kosmiczne motywy. Nie jest to numer, który zaskoczy głębią fabuły ani niesamowitymi odkryciami, ale potrafi dostarczyć rozrywki, epickiej atmosfery i kilku momentów, które zostają w pamięci. Oceniam go na 3.5/5 — za inwencję, za estetykę, za ambicję, choć też za brak konsekwencji i miejscami przesadę.
Nasza ocena:
Autor: Blaime