Dzisiaj jest: niedziela, 11 stycznia 2026
– polski serwis poświęcony Człowiekowi ze Stali
Seria: Action Comics Vol. 1
Tytuł: Superman on Earth
Data wydania: lipiec 1989
Scenariusz: George Pérez
Rysunki: George Pérez, Brett Breeding
Tusz: Brett Breeding
Kolory: Glenn Whitmore
Litery: Bill Oakley
Okładka: George Pérez
Redaktor naczelny: Dick Giordano
Redakcja: Jonathan Peterson, Mike Carlin
Występują: Clark Kent (Superman), Cat Grant, Jimmy Olsen, Lois Lane, Perry White, Matrix, Gangbuster, Lex Luthor, Morgan Edge, Darkseid, DeSaad, Alice
Komiks „Superman on Earth” zaczyna się od powrotu Supermana na Ziemię po okresie „wygnania” (Exile). Gdy Superman ląduje w Metropolis, mieszkańcy, pracownicy Daily Planet witają go entuzjastycznie – jego powrót jest wydarzeniem emocjonalnym.
Następnie Superman próbuje nadrobić stracony czas, obserwując miasto i zwracając uwagę na zmiany. W pewnym momencie zauważa Aliego „Turmoil”, czyli wielkiego robota kontrolowanego przez Intergang, który sieje chaos w mieście. Lois Lane i Gangbuster są w niebezpieczeństwie: Gangbuster ranny, Lois stara się pomóc; robot pogarsza sytuację.
Superman interweniuje: zabija robota potężnymi ciosami, ratuje ludzi, chroni tłum przed atakiem. Po walce konfrontuje Morgan Edge’a, który okazuje się być zaangażowany w sprawę Intergangu. Edge jednak nagle dostaje ataku serca w trakcie rozmowy z Supermanem.
W międzyczasie dochodzi do wątku z Matrix – istotą, która przez czas nieobecności Supermana udawała Clarka Kenta, utrzymując pozór, że Clark jest obecny. Matrix zauważa artefakt kryptonijski – Eradicator – umieszczony przez Supermana na półce w mieszkaniu Clarka, dotyka go i dochodzi do eksplozji. Kulminacyjna scena to powrót prawdziwego Supermana do mieszkania, w którym znajduje ciało „Clarka Kenta” (czyli najpewniej Matrixa) trzymającego Eradicator. To zostawia czytelnika z pytaniami i jako cliffhanger.
Po zakończeniu eksperymentalnej formuły Action Comics Weekly, numer 643 to symboliczny powrót serii do klasycznego formatu i jednocześnie nowy początek dla Supermana – zarówno fabularnie, jak i wydawniczo. George Pérez, jeden z najbardziej rozpoznawalnych twórców komiksów lat 80., przejmuje stery i serwuje czytelnikom historię, która w założeniu ma być deklaracją: Superman wrócił – i znów jest centralną postacią uniwersum DC. I choć numer nie ucieka od schematów, ma w sobie pewien ciężar emocjonalny i konstrukcyjną solidność, która sprawia, że czyta się go z satysfakcją.
Zeszyt otwiera się bardzo klasycznie – Superman wraca z „wygnania” i niemal od razu podejmuje próbę ponownego oswojenia się ze światem. W tym sensie numer pełni funkcję pomostu: zarówno dla bohatera, jak i dla czytelnika. Clark nie tylko patrzy na znajome ulice Metropolis z dystansem i świeżym spojrzeniem, ale też musi zmierzyć się z realiami, które zmieniły się pod jego nieobecność. Szybko okazuje się, że świat nie czekał bezczynnie – zagrożenia rosną, a Intergang wprowadza na scenę nowego przeciwnika: gigantycznego robota, który niszczy miasto i sieje panikę. Walka z mechanicznym zagrożeniem nie jest może szczególnie oryginalna, ale została rozegrana dynamicznie, z dobrym tempem i dramaturgią. Czuć w niej powrót klasycznego Supermana – nie tylko jako siły fizycznej, ale też moralnego kompasu, który ratuje ludzi nie tylko przed zniszczeniem, ale i ich własnym strachem.
W warstwie wizualnej Pérez wciąż prezentuje się bardzo solidnie – jego kreska, choć miejscami nieco sztywna, potrafi oddać zarówno monumentalność Supermana, jak i codzienność Metropolis. Szczególnie udane są sceny przelotów nad miastem oraz momenty walki, które mimo upływu lat wciąż robią wrażenie. Choć nie sposób nie zauważyć, że część kadrów została zbudowana z myślą o efektowności bardziej niż spójności narracyjnej, ogólny klimat numeru broni się wizualnie i kompozycyjnie.
Najciekawszy wątek zeszytu dotyczy jednak nie walki z robotem, a elementów z pogranicza tajemnicy i science-fiction, które zostają zasygnalizowane w tle. Obecność Matrix – istoty udającej Clarka Kenta w czasie jego nieobecności – oraz tajemniczego artefaktu znanego jako Eradicator wprowadzają intrygujący motyw tożsamości i konsekwencji poprzednich wydarzeń. Moment, w którym Superman powraca do swojego mieszkania i znajduje „siebie” – leżącego na podłodze z eksplodującym artefaktem w dłoni – to prawdziwy cliffhanger. Z jednej strony rodzi pytania o to, kim naprawdę był „Clark” przez ten czas, z drugiej – buduje napięcie przed dalszymi wydarzeniami i sugeruje, że powrót Supermana nie oznacza wcale prostego powrotu do status quo. Jest to zagranie ryzykowne, ale udane – wzmacnia mitologię postaci i otwiera nowe kierunki narracyjne.
Słabszym elementem zeszytu pozostaje konstrukcja fabularna – mimo dramatycznych wydarzeń i dobrych emocjonalnych momentów, niektóre wątki rozwijają się zbyt szybko lub pozostają ledwie zarysowane. Postać Morgana Edge’a, jego powiązanie z Intergangiem i nagły atak serca wypadają jak wytrychy narracyjne, które mają podbić tempo i dramatyzm, ale w efekcie zostawiają niedosyt. Podobnie jak szybkie rozstrzygnięcie walki z robotem – widowiskowe, ale bez większej stawki emocjonalnej. Wrażenie to potęguje fakt, że Pérez próbuje zawrzeć w jednym zeszycie zbyt wiele elementów – od introspekcji, przez akcję, po intrygę i science fiction – co sprawia, że żaden z nich nie zostaje w pełni rozwinięty.
Mimo tych mankamentów Action Comics #643 to udany start nowego rozdziału. Zeszyt nie rewolucjonizuje postaci Supermana, ale dobrze przypomina, dlaczego był i pozostaje centralnym bohaterem uniwersum DC. To numer przejściowy – między starym a nowym, między klasyką a nadchodzącą mitologią związaną z Eradicatorem i Matrixem. Dla fanów to sentymentalny i pełen potencjału powrót; dla nowych czytelników – wystarczająco przystępny punkt wejścia. Nie wszystko działa idealnie, ale klimat, rysunki i końcówka z pewnością zostają w pamięci.
Nasza ocena:
Autor: Kal-El