Dzisiaj jest: poniedziałek, 12 stycznia 2026
– polski serwis poświęcony Człowiekowi ze Stali
Ten komiks należy do kolekcji Superman: Up in the Sky
Seria: Superman: Up in the Sky
Tytuł: The Thousand Deaths of Lois Lane / Just a Little Farther!
Data wydania: wrzesień 2019
Scenariusz: Tom King
Rysunki: Andy Kubert
Tusz: Sandra Hope
Kolory: Brad Anderson
Litery: Clayton Cowles
Okładka: Andy Kubert, Brad Anderson
Redaktor naczelny: Pat McCallum
Redakcja: Jamie S. Rich, Brittany Holzherr
Występują: Clark Kent (Superman), Lois Lane, Sgt. Rock
The Thousand Deaths of Lois Lane
Trzeci numer zaczyna się na obcej planecie / instytucji przypominającej ogromne biuro lub punkt obsługi, gdzie Superman musi czekać, by móc zadzwonić do Lois Lane. To oczekujące, nerwowe wyczekanie staje się dla niego torturą – jego umysł zalewa seria wizji: Lois ginie z ręki różnych wrogów, w różnych katastrofach, w różnych momentach, znikających połączenia, brak odpowiedzi, możliwe najgorsze scenariusze.
Superman, chociaż posiada niemal nieograniczoną moc, odkrywa, że nie ma kontroli nad najprostszym aktem – zwykłym połączeniem głosowym z ukochaną osobą. To oczekiwanie i niepewność ciągną się, budząc w nim lęk i obsesję, każda sekunda wydaje się wiecznością.
Just a Little Farther!
Druga historia przenosi czytelnika w czasie do czasów II wojny światowej, gdzie Superman – w nieco zmienionych warunkach świadomości – zostaje wrzucony na front razem z Sgt. Rock i żołnierzami Easy Company. Clark nie pamięta w pełni, kim jest ani jakie moce ma, ale instynkt nakazuje mu działać. Obserwujemy, jak Superman, mimo bólów wojny, chaosu, przemocy i strachu, pozostaje moralnym punktem odniesienia. Rozmawia ze żołnierzami, widzi okrucieństwo wojny, jak łatwo człowiek się załamuje, ale też jak ogromne znaczenie mają drobne akty odwagi. W tej części nie chodzi tylko o heroizm, ale też o solidarność, o to, by nie poddać się bez względu na wszystko.
Historia kończy się bez typowego triumfu — realizm wojny nie pozwala na idealne zwycięstwo — ale z mocnym postanowieniem, że Superman, nawet jeśli nie pamięta wszystkiego i nawet jeśli czuje się zagubiony, odnajduje coś, co czyni go sobą — wierność ideałom, nawet w brutalnej scenerii konfliktu.
Numer trzeci „Up in the Sky” to jedna z bardziej intensywnych odsłon serii – Tom King tutaj nie idzie na uproszczenia. Pierwsza część – wizje śmierci Lois Lane – jest niemal koszmarem: Superman, który zwykle ratuje świat, teraz musi zmierzyć się z czymś, na co nie ma siły, a co wydaje się banalne – przerwa w połączeniu, brak odpowiedzi, zwykła technologia. To, co King robi dobrze, to pokazuje, że nawet najpotężniejsza istota może stać się niewolnikiem własnych lęków i że heroizm to nie tylko walka z wrogami, ale także opanowanie strachu, gdy nic nie idzie po twojej myśli. Wizje są gwałtowne, mroczne, momentami wręcz brutalne w ujęciu emocjonalnym; to, co normalnie byłoby dramatem przeciętnie spektakularnym, dzięki ilustracjom Kuberta nabiera ciężaru i autentyczności.
Druga część natomiast balansuje ton – wojna, żołnierze, chaos, ale również momenty ciszy, solidarności i refleksji. W zestawieniu z pierwszą częścią, opowieść w warunkach wojny jest jak lustro: pokazuje, że zagubienie, utrata pamięci, brak pełnej kontroli nad sytuacją nie wykluczają bohaterstwa. Sgt. Rock jako postać historyczna i mitologiczna w świecie DC staje się przewodnikiem i punktem odniesienia dla Supermana – nawet jeśli Clark nie ma pełnej wiedzy o sobie, jego moralny kręgosłup i empatia pozostają.
Artystycznie numer jest znowu na wysokim poziomie. Andy Kubert wraz z tuszem Sandry Hope i kolorami Brada Andersona tworzy obrazy, które potrafią być zarówno duszne i klaustrofobiczne (część z oczekiwaniem na połączenie), jak i epickie (sceny wojenne). Szczególnie udane są splash-panele z dramatycznymi wizjami Lois – przemoc, zagrożenie – oraz kadry wojenne, w których kamera zbliża się na oczy, rysy twarzy, strach, zdeterminowanie. Barwy znowu służą narracji: chłodne tony, cienie vs światło, momenty krwi i pyłu.
Mimo wielu zalet, komiks nie jest bez wad. Pierwsza część – choć emocjonalnie silna – momentami balansuje na granicy nadmiernego dramatyzmu i przesady, zwłaszcza że wizje są tak różnorodne i czasami bardzo brutalne, że może to kłócić się z tonem reszty serii. Czytelnik może poczuć się zmęczony natłokiem czarnych scenariuszy – zwłaszcza bez wyraźnej ramy czasowej pomiędzy wizją a rzeczywistością. Ponadto, historia wojny, choć poruszająca, chwilami wydaje się być wstawiona trochę na siłę – motyw amnezji i podróży w czasie służy przede wszystkim kontrastowi emocjonalnemu, ale nie zawsze rozwija temat głównej misji – odnalezienia Alice – co sprawia, że wątek główny zdaje się odsuwać na bok. Nie wszyscy czytelnicy mogą zaakceptować taki fragmentaryczny sposób prowadzenia fabuły – w tym, że wiele numerów to esej o emocjach i lękach, a nie ciąg dalszy akcji.
Ogólnie jednak „Superman: Up in the Sky #3” to bardzo ciekawa lektura. To numer, który oddziałuje nie tyle przez widowiskowe starcia, ile przez psychologiczny ciężar, przez pokazywanie, że bycie Supermanem oznacza dźwiganie nie tylko fizycznych ciężarów, ale też lęków, obaw, odpowiedzialności, które nie znikają nawet, gdy dysponuje się potężną mocą. Dla tych, którzy chcą zobaczyć postać w pełniejszym świetle – nie tylko superbohatera, ale człowieka, który mimo wszystko stara się być lepszym – ten zeszyt daje mnóstwo materiału do przemyśleń. Oceniam go na 3,5 / 5 – silny w emocjach, imponujący w warstwie graficznej, ale miejscami przegadany i lekko rozproszony pod względem fabuły.
Nasza ocena:
Autor: Elwi99